Wyrwano mi bezlitośnie serce i
wyrzucono w kąt jak śmiecia. Tak jakby ono nic nie znaczyło, jakby nie mogło
kochać a przecież kochało, nadal kocha ale nie ma już kogo. Bo osoba której oddałem
całe swe serce zginęła w jakimś pieprzonym wypadku! Nie mam dla kogo oddychać.
Równie dobrze mogłoby mi w tym momencie zabraknąć tlenu. Szkoda, ze tak się nie
stanie bo to skróciłoby moje męki, które będę przechodzić każdego dnia nie
mogąc więcej na niego spojrzeć, przytulić, pocałować jego słodkich ust,
powąchać tych wspaniałych włosów, usłyszeć delikatnego głosu z mocnym akcentem, zobaczyć tego
cholernie pięknego uśmiechu. Pieprzony Louis Tomlinson i pieprzony samochód i jego pieprzone
zamiłowanie do
szybkiej jazdy. Kto mu kurwa dał prawko? Gdyby nie to … kolejny raz poczułem
jak krztuszę się łzami. Momentami z trudem łapałem oddech. To było dla mnie za
wiele. Zdecydowanie za wiele. Nie będę umiał bez mojej miłości dalej
funkcjonować. Bo jak żyć dalej po takiej stracie? Ja nie potrafię. Hej ty, który to czytasz:
a ty byś potrafił? Myślisz
pewnie, że się z tym pogodzę, co? Nie. Nie zrobię tego NIGDY. Louis zbyt wiele
dla mnie znaczył. Zbyt wiele razem przeszliśmy. Nie zrobiłbym mu tego.
Siedziałem
w ciemnym pokoju opierając się o ścianę z podkurczonymi kolanami pod brodą.
Rękami oplotłem nogi i
trzymałem je tak
mocno, że aż mnie to bolało ale wyobrażałem sobie, że trzymam mojego Lou, nie
pozwalając mu nigdzie odejść. Dlaczego mnie zostawił? Co zrobiłem źle? To za
tą ostatnią sprzeczkę o pilota do telewizora? Mogłem dać mu wygrać. Może wtedy by
został.
Och, nie
oszukuj się Styles. Doskonale wiesz, że to nie o to chodzi.
Wiem
ale musi być jakaś przyczyna. Mój kochany Lou nie zrobiłby mi czegoś takiego gdyby nie było konkretnego
powodu.
Cokolwiek byś
zrobił
on i tak by zginął. Wiesz o tym. To wina jego jazdy 120km/h
Tak
czy owak to moja wina. Mogłem mu zabrać kluczyki albo najlepiej wyrzucić. Wtedy
nigdy nie zasiadłby za
kierownicą.
Zajebiście!
Rozmawiam z moją własną podświadomością. Jeśli już teraz jest tak kiepsko to co
będzie dalej? Zacznę widzieć rzeczy, których nie ma? A może przyjdzie do mnie
duch Louis’iego?
-
Harry.
Usłyszałem
czyiś głos i momentalnie drgnąłem. Czyżby … nie, nie to nie możliwe. Przesłyszałem się.
Podniosłem powoli głowę z nadzieją,
że to on a to wszystko to jakiś pieprzony żart. Ujrzałem ku ogromnemu
rozczarowaniu tylko Liama. Pewnie się już dowiedział i będzie starał się być dobrym
przyjacielem. Ale ja nie chce litości.
-
Nie chce! – wrzasnąłem głośno i uderzyłem pięścią w podłogę tak mocno, że aż
zasyczałem z bólu. Liam stał w
tym samym miejscu po prostu mi się przyglądając. W końcu wziął głęboki oddech
po czym podszedł do okna i rozsunął zasłony. Poraziło mnie ostre światło
słoneczne. Wolałem posiedzieć w ciemności a ten kretyn zniszczył moją jedyną
przyjemność. On zawsze chce dobrze a i tak jakimś cudem wkurza mnie
niesamowicie.
-
Jadłeś coś? – zapytał. Wzruszyłem ramionami na co ciężko westchnął. – Tak
myślałem. Zrobię ci coś.
-
Nie. – powiedziałem spokojnie ale stanowczo.
-
Harry, musisz coś jeść. W przeciwnym razie zagłodzisz się na śmierć.
Wyczułem,
że ostatnie słowo wypowiedział nie chętnie. Tak jakby było ono zakazane.
-
Może tak byłoby lepiej. – odburknąłem.
-
Ile tak siedzisz? – zmienił temat. Kolejny raz wzruszyłem ramionami. Prawda
jest taka, że przepłakałem całą noc i ciężko mi było przestać. Na pewno
wyglądałem okropnie i miałem sińce pod oczami. Nie obchodziło mnie to jednak.
Nie mam dla kogo już wyglądać ładnie. Tylko dla Lou się starałem. Dla nikogo
więcej nie zamierzam. – Może … może mógłbyś zamieszkać u mnie przez jakiś czas.
Tutaj nie ma odpowiednich warunków.
Drgnąłem
na te słowa. Co on sugeruje? Nikt nie ma prawa krytykować tego mieszkania.
-
To mieszkanie Louis’iego. Zostanę tu kurwa ile mi się będzie podobało. Wiem, że
nie jest tak duże i luksusowe jak twoje ale to moje i jego miejsce To cząstka
nas. Nie zabieraj mi chociaż tego. Błagam.
Wybuchnąłem
kolejnym, donośnym płaczem. Schowałem twarz między kolana. Nie mogłem a nawet
nie chciałem powstrzymywać łez. Leciały jedna za drugą, prześcigając się.
Poczułem dłoń Liama na ramieniu, które pocierał chcąc dodać mi otuchy a ja
wyobraziłem sobie, że to dłoń Lou, który mówi mi, że mnie kocha i jest wielkim szczęściarzem
mając tak cudowną osobę jak ja. Bo tak mówił zanim … umarł. I zostawił moje
serce rozbite na milion kawałków, których nikt prócz mojego Lou nie poskleja.
Przypomniałem
sobie wtedy o wczorajszej sytuacji, kiedy Stan zadzwonił do mnie i powiedział,
że Louis miał wypadek samochodowy i nie przeżył. Na początek nie mogłem w to
uwierzyć i roześmiałem się do słuchawki ale Stan nie pochwalił mnie, że nie dałem się nabrać na ten
kiepski żart. Był cholernie poważny i to było najgorsze bo z każdą sekundą
coraz bardziej docierała do mnie przerażająca prawda. Louis miał wypadek. Louis
nie żyje. Louis mnie zostawił. Odszedł. Porzucił. Nie chciał dłużej ze mną być.
Może Bóg stwierdził, że tak będzie lepiej? Rozdzielić nas bo nie zasługiwałem
na miłość, którą mi podarował. Ale kochałem go każdego dnia coraz bardziej.
Cieszyłem się, że go poznałem i to z nim chciałem przeżyć całe życie. Z nikim innym.
Nigdy nie marzyłem aby ożenić się ale z
Louis’im było inaczej. Z nim tego chciałem. Z nim to wszystko nabierało sensu.
Potem
rzuciłem telefonem o ścianę i zacząłem krzyczeć tak bardzo, że zabrakło mi sił
w płucach. Nie chciałem dopuścić do siebie tego co się stało. Kopałem wszystko
co tylko stanęło na mojej drodze zaczynając od łóżka a kończąc na wannie,
ponieważ w pierwszym momencie chciałem się utopić i zniknąć z tego świata razem
z moim ukochanym ale potem stwierdziłem, że on nie mógł tak po prostu odejść i
kiedyś wróci. Na pewno, prawda?
Przecież
Louis mnie kochał. Wiem, że nadal kocha. Pamiętam jego słowa:
-
Nie bądź głupi, kochanie. Jak miałbym zostawić tak idealną istotkę jak ty?
Zostanę tutaj z tobą w tym ohydnym mieszkaniu do końca życia.
Potem
oboje wybuchliśmy śmiechem.
Mój Lou obiecał mi to a on zawsze dotrzymuje obietnic.
Opis:
Nic nie było idealne.
Rodzice Harry’ego nie akceptowali Louisa, jego przyjaciele też nie mieli o nim
najlepszego zdania. Ale wszystko jeszcze bardziej skomplikował pewien
przerażający wypadek samochodowy w którym Louis zginął.
Harry próbuje pogodzić się
z jego śmiercią ale jednocześnie ma wrażenie, że kiedyś wróci. Przyjaciele
zaczynają się o niego poważnie martwić i chcą aby Harry znalazł sobie kogoś,
kogo pokocha równie mocno.
Pewnego dnia Harry zauważa
chłopaka, który bardzo przypomina mu
zmarłego Lou wszyscy uważają, że zwariował a on sam próbuje odkryć o co w tym
chodzi.
Czy to jego ukochany a
może po prostu osoba, która tak bardzo go przypomina?