niedziela, 16 listopada 2014

haha

Wyrwano mi bezlitośnie serce i wyrzucono w kąt jak śmiecia. Tak jakby ono nic nie znaczyło, jakby nie mogło kochać a przecież kochało, nadal kocha ale nie ma już kogo. Bo osoba której oddałem całe swe serce zginęła w jakimś pieprzonym wypadku! Nie mam dla kogo oddychać. Równie dobrze mogłoby mi w tym momencie zabraknąć tlenu. Szkoda, ze tak się nie stanie bo to skróciłoby moje męki, które będę przechodzić każdego dnia nie mogąc więcej na niego spojrzeć, przytulić, pocałować jego słodkich ust, powąchać tych wspaniałych włosów, usłyszeć delikatnego głosu z mocnym akcentem, zobaczyć tego cholernie pięknego uśmiechu. Pieprzony Louis Tomlinson i pieprzony samochód i jego pieprzone zamiłowanie do szybkiej jazdy. Kto mu kurwa dał prawko? Gdyby nie to … kolejny raz poczułem jak krztuszę się łzami. Momentami z trudem łapałem oddech. To było dla mnie za wiele. Zdecydowanie za wiele. Nie będę umiał bez mojej miłości dalej funkcjonować. Bo jak żyć dalej po takiej stracie? Ja nie potrafię. Hej ty, który to czytasz: a ty byś potrafił? Myślisz pewnie, że się z tym pogodzę, co? Nie. Nie zrobię tego NIGDY. Louis zbyt wiele dla mnie znaczył. Zbyt wiele razem przeszliśmy. Nie zrobiłbym mu tego.
Siedziałem w ciemnym pokoju opierając się o ścianę z podkurczonymi kolanami pod brodą. Rękami oplotłem nogi i trzymałem je tak mocno, że aż mnie to bolało ale wyobrażałem sobie, że trzymam mojego Lou, nie pozwalając mu nigdzie odejść. Dlaczego mnie zostawił? Co zrobiłem źle? To za tą ostatnią sprzeczkę o pilota do telewizora? Mogłem dać mu wygrać. Może wtedy by został.
Och, nie oszukuj się Styles. Doskonale wiesz, że to nie o to chodzi.
Wiem ale musi być jakaś przyczyna. Mój kochany Lou nie zrobiłby mi czegoś takiego gdyby nie było konkretnego powodu.
Cokolwiek byś zrobił on i tak by zginął. Wiesz o tym. To wina jego jazdy 120km/h
Tak czy owak to moja wina. Mogłem mu zabrać kluczyki albo najlepiej wyrzucić. Wtedy nigdy nie zasiadłby za kierownicą.
Zajebiście! Rozmawiam z moją własną podświadomością. Jeśli już teraz jest tak kiepsko to co będzie dalej? Zacznę widzieć rzeczy, których nie ma? A może przyjdzie do mnie duch Louis’iego?
- Harry.
Usłyszałem czyiś głos i momentalnie drgnąłem. Czyżby … nie, nie to nie możliwe. Przesłyszałem się. Podniosłem powoli głowę z nadzieją, że to on a to wszystko to jakiś pieprzony żart. Ujrzałem ku ogromnemu rozczarowaniu tylko Liama. Pewnie się już dowiedział i będzie starał się być dobrym przyjacielem. Ale ja nie chce litości.
- Nie chce! – wrzasnąłem głośno i uderzyłem pięścią w podłogę tak mocno, że aż zasyczałem z bólu. Liam stał w tym samym miejscu po prostu mi się przyglądając. W końcu wziął głęboki oddech po czym podszedł do okna i rozsunął zasłony. Poraziło mnie ostre światło słoneczne. Wolałem posiedzieć w ciemności a ten kretyn zniszczył moją jedyną przyjemność. On zawsze chce dobrze a i tak jakimś cudem wkurza mnie niesamowicie.
- Jadłeś coś? – zapytał. Wzruszyłem ramionami na co ciężko westchnął. – Tak myślałem. Zrobię ci coś.
- Nie. – powiedziałem spokojnie ale stanowczo.
- Harry, musisz coś jeść. W przeciwnym razie zagłodzisz się na śmierć.
Wyczułem, że ostatnie słowo wypowiedział nie chętnie. Tak jakby było ono zakazane.
- Może tak byłoby lepiej. – odburknąłem.
- Ile tak siedzisz? – zmienił temat. Kolejny raz wzruszyłem ramionami. Prawda jest taka, że przepłakałem całą noc i ciężko mi było przestać. Na pewno wyglądałem okropnie i miałem sińce pod oczami. Nie obchodziło mnie to jednak. Nie mam dla kogo już wyglądać ładnie. Tylko dla Lou się starałem. Dla nikogo więcej nie zamierzam. – Może … może mógłbyś zamieszkać u mnie przez jakiś czas. Tutaj nie ma odpowiednich warunków.
Drgnąłem na te słowa. Co on sugeruje? Nikt nie ma prawa krytykować tego mieszkania.
- To mieszkanie Louis’iego. Zostanę tu kurwa ile mi się będzie podobało. Wiem, że nie jest tak duże i luksusowe jak twoje ale to moje i jego miejsce To cząstka nas. Nie zabieraj mi chociaż tego. Błagam.
Wybuchnąłem kolejnym, donośnym płaczem. Schowałem twarz między kolana. Nie mogłem a nawet nie chciałem powstrzymywać łez. Leciały jedna za drugą, prześcigając się. Poczułem dłoń Liama na ramieniu, które pocierał chcąc dodać mi otuchy a ja wyobraziłem sobie, że to dłoń Lou, który mówi mi, że mnie kocha i jest wielkim szczęściarzem mając tak cudowną osobę jak ja. Bo tak mówił zanim … umarł. I zostawił moje serce rozbite na milion kawałków, których nikt prócz mojego Lou nie poskleja.
Przypomniałem sobie wtedy o wczorajszej sytuacji, kiedy Stan zadzwonił do mnie i powiedział, że Louis miał wypadek samochodowy i nie przeżył. Na początek nie mogłem w to uwierzyć i roześmiałem się do słuchawki ale Stan nie  pochwalił mnie, że nie dałem się nabrać na ten kiepski żart. Był cholernie poważny i to było najgorsze bo z każdą sekundą coraz bardziej docierała do mnie przerażająca prawda. Louis miał wypadek. Louis nie żyje. Louis mnie zostawił. Odszedł. Porzucił. Nie chciał dłużej ze mną być. Może Bóg stwierdził, że tak będzie lepiej? Rozdzielić nas bo nie zasługiwałem na miłość, którą mi podarował. Ale kochałem go każdego dnia coraz bardziej. Cieszyłem się, że go poznałem i to z nim chciałem przeżyć całe życie. Z nikim innym. Nigdy nie marzyłem aby  ożenić się ale z Louis’im było inaczej. Z nim tego chciałem. Z nim to wszystko nabierało sensu.
Potem rzuciłem telefonem o ścianę i zacząłem krzyczeć tak bardzo, że zabrakło mi sił w płucach. Nie chciałem dopuścić do siebie tego co się stało. Kopałem wszystko co tylko stanęło na mojej drodze zaczynając od łóżka a kończąc na wannie, ponieważ w pierwszym momencie chciałem się utopić i zniknąć z tego świata razem z moim ukochanym ale potem stwierdziłem, że on nie mógł tak po prostu odejść i kiedyś wróci. Na pewno, prawda?
Przecież Louis mnie kochał. Wiem, że nadal kocha. Pamiętam jego słowa:
- Nie bądź głupi, kochanie. Jak miałbym zostawić tak idealną istotkę jak ty? Zostanę tutaj z tobą w tym ohydnym mieszkaniu do końca życia.
Potem oboje wybuchliśmy śmiechem.
Mój Lou obiecał mi to a on zawsze dotrzymuje obietnic.
Opis:
Nic nie było idealne. Rodzice Harry’ego nie akceptowali Louisa, jego przyjaciele też nie mieli o nim najlepszego zdania. Ale wszystko jeszcze bardziej skomplikował pewien przerażający wypadek samochodowy w którym Louis zginął.
Harry próbuje pogodzić się z jego śmiercią ale jednocześnie ma wrażenie, że kiedyś wróci. Przyjaciele zaczynają się o niego poważnie martwić i chcą aby Harry znalazł sobie kogoś, kogo pokocha równie mocno.
Pewnego dnia Harry zauważa  chłopaka, który bardzo przypomina mu zmarłego Lou wszyscy uważają, że zwariował a on sam próbuje odkryć o co w tym chodzi.

Czy to jego ukochany a może po prostu osoba, która tak bardzo go przypomina?